Mama

Posts by this author:

Gluten w diecie niemowlęcej – ranking cenowy najlepszych kaszek

Zbliża się czwarty tydzień w rozszerzaniu diety mojej córki i oto czas na gluten. Warzywa przyjęła z mała nieśmiałością, owoce chętniej – czemu nie ma się dziwić, bo dzieci lubią słodki smak. Przyszedł czas na…

Czytaj dalej

Asceza kuchenna, czyli jak walczyłam z kaloriami, a one ze mną

Asceza kuchenna, czyli jak walczyłam z kaloriami, a one ze mną

Od tygodnia po raz pierwszy kontroluję ilość spożywanych kalorii. Jakie są moje wnioski? Ogólne główne wrażenie to uczucie przerażenia.

Jeny! Nie sądziłam, że wszystko jest tak kaloryczne. A myślałam, że jem zdrowo, bo od ponad pięciu miesięcy moje śniadanie to musil z jogurtem naturalnym. Tylko okazuje się, że to moje super zdrowe musli z suszonymi owocami zawiera ponad ¼ cukru na 100 g. No dziena. Myślałam, że sobie wpiszę moje fit śniadanko i wyjdą jakieś zdawkowe kalorie, coś typu TicTac albo nawet 10 TicTacków. Ale nie 300! To jakiś skandal, miska musli z owocami i jogurtem naturalnym wyszła mi prawie 600 kcal. A mój dzienny limit to ok. 1500-1700.

Także jest 8:00 rano, a ja zjadłam 600 kalorii i jestem głodna. No dobrze… Zaczynam czytać, bo przecież chcę i muszę jeść. Co jest faktycznie „lajt” i czego ilość mogę zjeść po prostu dużą. Żeby jeść – podkreślam to, bo jak jestem głodna myślę o Grześkach w czekoladzie. Tych w rozmiarze mega.

A prawda jest taka, że mój błogosławiony metabolizm był zawsze moim przyjacielem na zasadzie, że mogę jeść ile chcę, a wciąż jestem szczuplutka. Całymi latami ważyłam 56 kg przy 173 cm wzrostu. Ile ważysz? 56! Zawsze, ilekroć wchodziłam na wagę. A potem się zaczęło…. a raczej powinnam powiedzieć, że skończyło. Pamiętam jak kiedyś szefowa pewnej restauracji, w której zdarzyło mi się kilka razy pracować po liceum, powiedziała mi, a raczej postraszyła, że ona tak samo mogła wszystko jeść i nie tyła – do czasu ciąży. I że ze mną też tak będzie.

Nie wiem czy to była jakaś czarownica, ale beztroskie futrowanie skończyło się jeszcze przed ciążą, a brzuch zaczął się powiększać jeszcze kiedy wcale nie było w nim rozwijającego się życia. To był rozwijający się tłuszcz. I muszę przyznać, że rozwijał się w tempie przerażającym. Nie to, żebym była gruba. To określenie raczej nie dotyczyło mnie jako tak, ale zmiana w przemianie materii i odkładaniu tłuszczu była znaczna i widoczna. Alert i alarm, czerwone światła. Game over.

Ale przyszedł czas ciąży i, mówiąc jak najbardziej wprost – olałam to. Olałam to, bo ciąża to stan błogosławiony. Olałam to, bo miałam zachcianki i chciałam je realizować jako kobieta ciężarna. Przecież nie od parady jedno z pytań ciążowych brzmi – czy masz ochotę na pączka z ogórkiem kiszonym? Ja nie miałam ochoty na oba naraz, ale osobno? Oczywiście, proszę mi podać!
Jednak największą chcicę wywoływały we mnie słodycze – zwłaszcza pod koniec ciąży. Mega Grzesiek był wtedy moim najlepszym przyjacielem. Kochał mnie, a ja jego. Lgnęliśmy do siebie jak wariaci. Dwa, trzy razy dziennie pojawiał się obok mnie pocieszając, krzepiąc, dając siłę i uśmiech.

A teraz minęło pół roku od kiedy jestem matką. Matką z dzieckiem na świecie, nie w brzuchu. I naprawdę nie wiem kiedy to się zadziało, że część tego brzucha zdecydowała jednak ze mną pozostać. Początkowo łudziłam się zmianą, bo naczytałam się, że przy karmieniu piersią samoczynnie w końcu się schudnie do wagi sprzed ciąży. OK, ale są dwa problemy. To mogłoby mnie dotyczyć, ale nie podejrzewam, że naukowcy uwzględnili w swych wyliczeniach romans z Mega Grześkiem, a po drugie moja waga sprzed ciąży była już o jakieś 4-5 kg wyższa niż w wyjściowej pozycji. Damn it, cholera i jeszcze gorzej – pomyślałam – jestem zgubiona! Mega Grzesiek mnie omamił i zostawił z brzuchem. Tylko tym razem to ja go odrzucam! Odrzucam chama jednego! Nie będzie mnie pasł jak jakiś feeder.

Przejrzałam przepisy z Kwestii Smaku w kategorii FIT. Nie wiedziałam, że taka tam jest! Jak zawsze receptury Pani Asi zachwycają doborem składników, więc czuję się zainspirowana. Następnego dnia rano, po szoku kalorycznym musli z jogurtem postanawiam zrobić sobie owsiankę. Jednak jako, że dla mnie jedzenie jest przede wszystkim przyjemnością i musi mi smakować, to nie mogą być to płatki owsiane zalane wodą – albo co gorsza mlekiem, którego nienawidzę i nie piję. Mleko dla mnie nie istnieje. Płatki, owszem, wodą zalewam, ale dodaję do nich garść suszonych śliwek, banana i trochę miodu (ej, to nie jest biały cukier, ale zdrowszy cukier!). Wszystko ważę, wpisuję dane do magicznej aplikacji. 828. Osiemset dwadzieścia osiem kalorii! To tylko udowodniło jak bardzo nie znam się na tych rzeczach. Jak bardzo myliłam się myśląc, że przechytrzę kaloryczne musli i zastąpię je lajtową, odżywczą owsianką. Tymczasem owsianka wbija mi nóż w plecy.

Kolejnego dnia nałożyłam sobie po prostu mniej wszystkiego, bardziej rozważnie, ponieważ nauczona wiedzą dnia poprzedniego znałam podstępność kaloryczną tych zdrowych produktów. Jako, że po owsiance czuję dłużej sytość niż po musli, zdecydowałam postawić na poranną porcję owsa. Let’s go, wpisujemy to do menu.

Obiad jest ważny. Obiad musi być ciepły. Obiad musi dawać moc. Tylko co tu jeść z takim limitem. Zaczęłam się czuć jakbym miała kupić sobie coś do ubrania do wyznaczonej niskiej – podkreślam, niskiej – kwoty. A przypominam, że jedzenie to przyjemność i musi smakować. Z tego już nie zrezygnuję! Internet mi powiedział, że mogę jeść ryby i warzywa w dużej ilości. Wreszcie! Zapisuję – w dużej ilości warzywa. Pobiegłam do sklepu nakupować warzyw. Nie gardzę mrożonkami ani mieszankami mrożonych warzyw, więc zaopatrzyłam się w kilka paczek. Zakupiłam też rybę. Test kaloryczny wyszedł na 430.

„Niezła ze mnie dietetyczka” – chwalę się w myślach. Oczywiście absolutnie nie ma mowy o przestrzeganiu kolejnych norm, jakie pokazuje mi aplikacja. Tłuszczy, białek, węglowodanów czy węglowodorów. Moja dieta nie jest dietą do naśladowania. Moja dieta jest moją bolączką, próbą życia do limitu kalorycznego i niczym więcej.

Dziś zrobiłam wariację na temat obiadu. Wybrałam inne warzywa oraz pierś z kurczaka. Wyszło 600. Ok, trochę więcej, ale wyczuwalnie bardziej się najadłam, więc spoko – dalej mieściłam się w limicie.

Piszę to popijając Radlera 0% – 36 kcal w 100 ml. A i tak myślę najbardziej o jednym. O tym wspomnianym już tyle razy ukochanym, z którym jestem w separacji. Nie było mowy o rozwodzie, to zbyt kategoryczne, radykalne rozwiązanie. Zrobiliśmy sobie przerwę od siebie na jakiś czas, choć nie muszę sprawdzać siły naszej relacji. Wiem, że jest ona silna. Kiedyś do siebie wrócimy i znów będzie cudownie, jednak już nie tak często jak kiedyś. Nasza miłość będzie tym razem dojrzała, rozważna, wyważona. Mniej kaloryczna.

P.S. Wafelek Mega Grześki w czekoladzie – 48 g to 254 kcal. To tyle samo co (około): 1 pączek / 115 truskawek/ 9 pomidorów/ kotlet z indyka (smażony w panierce)/ kawałek pizzy serowej.

Co gorsze, aby spalić kalorie z Mega Grześka trzeba: bardzo szybko (14 km/h) biec przez 15 minut/ szybko pływać stylem klasycznym przez 21 minut/ jechać na rowerze z prędkością 16-19 km/h przez 32 minuty/ szybko chodzić (5km/h) przez 62 minuty lub – i tu moja ulubiona forma wysiłku – leżeć przez 7 godzin i 11 minut. Uważajcie, żeby nie dostać odleżyn od tego spalania! 😉

11 najważniejszych zasad rozszerzania diety niemowlęcej

11 najważniejszych zasad rozszerzania diety niemowlęcej

Przygotowanie do rozszerzania diety niemowlęcia to nie tylko kupienie miseczki, łyżeczki i innych produktów. Przygotowanie powinno przede wszystkim być merytoryczne! Matki obczytane, uświadomione, poinstruowane. Nie mówię tu o konieczności, aby wiedzieć wszystko i absolutnie wszystko, ale chociaż podstawy, plan na dwa miesiące z góry, kolejność wprowadzanych produktów.

Tytułem nakreślenia sytuacji przytoczę Wam badanie z 2011 roku przeprowadzone na zlecenie Fundacji „Nutricia” przez Instytut Pomnik-Centrum Zdrowia Dziecka, Instytut Badawczy SMG/KRC MillwardBrown i Grupę LuxMed. Celem badania była ocena sposobu żywienia niemowląt i zwyczajów żywieniowych, ocena wartości odżywczej diety niemowląt oraz ocena stanu odżywienia niemowląt na podstawie wskaźników pomiarów budowy ciała i wybranych wskaźników badań z krwi. Oto najważniejsze wnioski:

 

  • 85% mam uważa, że posiada wystarczającą wiedzę żywieniową, aby właściwie karmić dzieci.
  • Jedynie 7% mam stosuje się do zaleceń żywieniowych dla niemowląt.
  • Polskie niemowlęta spożywają zdecydowanie zbyt dużą liczbę posiłków dziennie. Aż 20% niemowląt w wieku zarówno 6, jak i 12 miesięcy w ciągu doby dostaje 10 lub więcej posiłków, nie licząc drobnych przekąsek podawanych przez mamy między posiłkami. Tymczasem, zgodnie z zaleceniami, małe dzieci powinny być karmione 5-6 razy na dobę.
  • Prawie 60% dzieci w wieku 12 miesięcy zbyt wcześnie otrzymuje żywność, która nie jest przeznaczona dla niemowląt i małych dzieci.
  • Ponad połowa niemowląt otrzymuje niewystarczającą dawkę witaminy D.

 

No tak, czyli prawie wszyscy uważają, że się znają, ale ledwo kto faktycznie stosuje się do zaleceń. Wiele jest książek, stron, artykułów na temat żywienia niemowląt. Ja polecam Wam te darmowe podręczniki do pobrania ze strony 1000dni.pl Dobrze usystematyzowana wiedza przedstawiona jest tam w przystępny i ciekawy sposób.

WODA
Kiedy? Po szóstym miesiącu życia lub wcześniej przy karmieniu mlekiem modyfikowanym (4-5 m.ż)
Jaka? Woda źródlana lub mineralna, która ma mniej niż 500 mg/l soli mineralnych.
Nie zastępuj wody sokami owocowymi, nawet rozcieńczonymi. Nie zaspokoją pragnienia, a dodatkowo mogą zmniejszyć chęć spożywania mleka i pokarmów uzupełniających.
Dozwolone są tylko soki owocowe 100%, przecierowe, bez dodatku cukru, pasteryzowane. Dozwolona objętość soków to 150 ml na dobę, traktuj je jako jeden z posiłków uzupełniających, jednak nie powinien zastępować więcej niż 1 z 2 lub 3 porcji świeżych owoców. Nie dawaj dziecku soku przed snem i w nocy, a najlepiej nie dawać ich na razie wcale.

NOWE SMAKI
Zaleca się wprowadzanie każdego smaku oddzielnie, aby w razie wystąpienia alergii wiedzieć co powoduje ten stan. Jeden dzień = jedno warzywo. Akceptacja smaku może pojawić się po 10- 15 próbach, więc nie zrażaj się, jeśli maluch początkowo odrzuci jakiś produkt. Może się jeszcze do niego przekonać! Pamiętajcie, że to, co i jak podajecie swoim dzieciom przez pierwsze dwa lata ma znaczący wpływ na ich preferencje żywieniowe w dalszym życiu!
Ze względu na to, że dzieciom smakują bardziej słodkie produkty zaleca się, aby wprowadzane zostały najpierw warzywa. Przez około dwa tygodnie powinnyśmy podawać dziecku tylko warzywa, a następnie wprowadzić owoce.

 

 

Trik!
Wrzuć ziemniaki do gotującej się wody. Dzięki temu nie utracą cennych wartości odżywczych i witamin.

 

 

 

 

KARMIENIE
Generalna zasada brzmi, że to rodzic wybiera co i kiedy zje dziecko, a dziecko decyduje czy i ile zje. Nie zmuszaj dziecka do jedzenia i karm odpowiedzialnie – znaj zachowania świadczące o głodzie, chęci kontynuowania jedzenia i sytości.
Nie musisz trzymać się kurczowo wytycznych co do ilości, jakie „powinno” spożywać dziecko – pamiętaj, że przez pierwszy rok życia to wciąż przede wszystkim mleko jest jego głównym posiłkiem. Wprowadzane nowości malec ma smakować, a nie się nimi od razu najadać. Zaczynamy od 3-4 łyżeczek na jeden posiłek. Oczywiście nie zapominamy o kontroli wagi dziecka.

6 miesięcy – 5 posiłków w ciągu doby – porcja 150-160 ml 2-3 posiłki uzupełniające 7-8 miesięcy – 5 posiłków w ciągu doby – porcja 170-180 ml 2-3 posiłki uzupełniające 9-12 miesięcy – 4-5 posiłków w ciągu doby – 190-220 ml 3-4 posiłki uz. i 1-2 przekąski

Przy ciągłym karmieniu mlekiem w 6-8 miesiącu dziecko powinno dostawać 2-3 posiłki uzupełniające. W wieku 9-12 miesięcy 3-4 posiłki uzupełniające i 1 lub 2 przekąski (np. cząstka warzywa, owocu, chrupki kukurydziane, kawałek chleba).
Przy karmieniu mlekiem modyfikowanym już od 5-6 miesiąca dziecko powinno spożywać 4-5 posiłków i 1-2 przekąski dostosowane do umiejętności dziecka.
Jeśli Twoje dziecko nadal chce jeść w nocy możesz spróbować dać mu do picia wodę zamiast mleka i tym sposobem będzie jadło więcej w ciągu dnia, aby zaspokoić apetyt już na noc.

MIĘSO
Jakie? Indyk, kurczak, gęś, kaczka, wołowina, jagnięcina, królik. Najlepiej zacząć od królika i indyka.

Zaczynamy od porcji około 10 g ugotowanego mięsa i dodajemy je do przecieru jarzynowego i stopniowo zwięszamy ilość mięsa do 20 g pod koniec 1 roku życia. Przy tak niewielkich ilościach (10-20 g) mięso możesz gotować razem z warzywami, choć starsze poradniki tak nie zalecały.

Do krojenia mięsa używamy osobnej deski niż do krojenia owoców. Poza tym, że wszystkie produkty, jakie kroimy dla dziecka nie powinny być przygotowywane na deskach, których używamy dla siebie – musi mieć nowe, do swoich posiłków.
Z mięsa zdejmujemy tłuszcz, a z drobiu także skórę. Temperatura wewnątrz mięsa podczas gotowania powinnawynosić minimum 70-75 stopni C.
Nie dajemy dziecku przetworzonego mięsa pod postacią surowych wędlin, mielonek, kiełbas, gotowego mielonego mięsa i parówek.

Możemy za to dawać RYBY.
Jakie? Śledź, łosoś, szprot (sardynka), halibut.
Jak przyrządzone? Gotowane, gotowane na parze, pieczone, duszone, smażone beztłuszczowo.

Nie podajemy morskich ryb drapieżnych – makreli królewskiej, niektórych odmian tuńczyka (opastun, biały lub błekitnopłetwy), miecznika, rekina, płytecznika, barakudy, ryby maślanej, marlina, gardłosza atraltyckiego i okonia morskiego – ani ryb surowych, marynowanych, wędzonych, smażonych na tłuszczu i przetworzonych (np. paluszki rybne).

GLUTEN

Gluten znajdziemy w pieczywie, makaronach i kaszach.
Do niedawna zalecano, aby wprowadzać go nie wcześniej niż w 4 m.ż i nie później niż do 7 m.ż. W drugiej połowie 2014 roku naukowcy wyjaśnili, że ryzyko zachowania na celiakię zależy tylko od predyspozycji gentycznych, zatem gluten możemy wprowadzić tak jak inne pokarmy uzupełniające – ja zacznę po warzywach i owocach dodając do zupek i przecierów.

MLEKO KROWIE
Nie podajemy przed ukończeniem 1 roku życia, a nawet po ukończonych 12 miesiącach życia nie powinno się dawać więcej niż 500 ml na dobę. Nie podajemy też mleka koziego i owczego ani typu junior.

SERY
Urozmaicają jadłospis naszego malucha, ale nie podstawą żywienia.
Jakie? Podpuszczkowe o łagodnym smaku i małej zawartości soli, a od czasu do czasu mozzarella, ricotta, feta, twarogowe (najlepiej pełnotłuste).
Nie powinnyśmy podawać serów z niepasteryzowanego mleka (np. serów niebieskich i z porostem pleśni – brie, camembert) oraz serów topionych (zawierają dużo fosforu, niezdrowych tłuszczów i mało białka).
Kiedy? Możemy podawać od 7 miesiąca.
Pamiętajmy zawsze o odpowiedniej formie podania sera, aby dziecko się nie zakrztusiło czy zadławiło!

JAJKA
Można podawać jak inne produkty uzupełniające. Zakazane jest podawanie jajka surowego! Zaczynamy od połowy ugotowanego jajka lub dodanego do zupy i ugotowanego razem z nią.

TŁUSZCZE
Wartościowe tłuszcze spożywcze możemy dodawać np. do zupy jarzynowej.
Jakie? Masło, olej roślinne (np. oliwa z oliwej, olej rzepakowy) lub margaryny miękkie z małą zawartością tłuszczów trans (mniej niż 1%).

PRZYPRAWY
Nie używamy soli ani cukru. Pamiętajmy, że niemowlęta zupełnie inaczej odczuwają smaki niż starsze dzieci i dorośli. Jeśli coś nam nie smakuje to nie znaczy, że naszemu szkrabowi też nie będzie smakować!
Miód – nie używamy do 1 r.ż., ponieważ bywa skażony bakteriami.
Od 7 m.ż. możemy wprowadzać koperek, natkę pietruszki, bazylię, curry i nasiona kopru włoskiego – nie więcej niż ¼ – ½ łyżeczki na porcję.

MIESIĄC 6 możemy podawać:
gotowane, zmiksowane warzywa lub owoce, mięso, jajko lub pure ziemniaczane
kaszki, kleiki bezglutenowe
produkty zbożowe
woda do picia bez ograniczeń

MIESIĄCE KOLEJNE (od 7-12) wprowadzamy stopniowo:
zmiksowane lub drobno pokrojone mięso, ryby rozgniecione
posiekane surowe warzywa i owoce, miękkie kawałki/cząstki warzyw, owoców i mięsa podawane do ręki
kasze, pieczywo
jogurt naturalny, sery, kefir
zwykłe mleko krowie po 12 m.ż.

Jak ja to widzę? Przez dwa pierwsze tygodnie będę dawać same i tylko warzywa. Każde jedno po kolei osobno. Myślę, że zacznę od ziemniaka, bo jest najmniej wyrazisty w smaku. Będę stopniować wrażenia. Drugi tydzień to będą raczej już zupki warzywne, czyli mix tych, które wcześniej wprowadziłam osobno.
Trzeci tydzień będzie dołączeniem do ekipy owoców, a w kolejnym gluten. Gluten mam zamiar dodać bezpośrednio do zupki czy gotowanego owocu. Kolejno piąty tydzień jedziemy z mięsem jako nowym składnikiem, w następnym tygodniu (6) dołączamy jajko. Trzeba będzie też gdzieś umieścić ryby zamiennie z mięsem. Myślę, że na spokojnie zrobię to w 7 tygodniu. W międzyczasie pojawi się też tłuszcz. W Poradniku Żywienia Niemowląt znajdziecie dużo fajnych przepisów, które podzielone są odpowiednio do wieku naszego dzidziusia. Nic tylko brać!

W rozszerzaniu diety najważniejszy jest zdrowy rozsądek. Wszystkie powyższe informacje można traktować jako bazę informacyjną do kulinarnych szaleństw. Pamiętajmy i uświadamiajmy także innym, że niemowlę to nie mały dorosły. Jeśli nie chcesz sama gotować, kupuj przeznaczone dla niemowląt dania w słoiczkach. Tym, co chciałyby spróbować swoich sił w kuchni niemowlęcej przypominam, że korzystamy jedynie z warzyw i owoców bio lub zakupionych w gospodarstwach ekologicznych. „Zwykła” żywność, jaką kupujemy dla siebie zawiera w sobie pozostałości pestycydów, metali ciężkich, toksyny z pleśni, które są niebezpieczne dla tak niedojrzałego jeszcze organizmu malucha. Bądźmy ostrożni w dobieraniu produktów, korzystajmy z aktualnych wytycznych oraz swojej głowy.

Życzę Wam, by rozszerzanie diety było radosną przygodą, w którą wyruszycie razem ze swoimi dziećmi! Pamiętajcie o uśmiechu i zabawie, a brudne ubranie będzie świadczyć o mile spędzonym czasie. Zadbajcie o zdrowe i odpowiednie produkty dla Waszych pociech, a resztę niech stanowi już sama przyjemność, czym przecież w istocie jedzenie jest.

4 najbardziej przydatne rzeczy przy rozszerzaniu diety niemowlęcej

4 najbardziej przydatne rzeczy przy rozszerzaniu diety niemowlęcej

Zacznij od zakupów! Wybór przydatnych rzeczy to najprzyjemniejsza część przygotowań do rozszerzania diety swojego dziecka.

Wielkimi krokami zbliża się rozszerzanie diety mojej córeczki. Czytałam o tym dużo, starałam się wybierać z tego gąszczu informacji te najbardziej rzetelne, naukowe, aktualne. Mam wrażenie, że kwestia metody podawania pierwszych pokarmów stałych jest tematem podobnie newralgicznym i emocjonalnie angażującym co karmienie piersią / mlekiem modyfikowanym.

Osobiście dla mnie jedzenie jest jednym z bardziej istotnych aspektów życia. Po pierwsze, sprawia mi ogromną przyjemność, potrafi pocieszyć, poprawić humor, rozjaśnić nawet najciemniejszy dzień. Po drugie, jedzenie podkreśli celebrację jakiegoś święta, wydarzenia. Dlaczego mężczyźni zabierają kobiety do restauracji w rocznicę ślubu? Albo kupują czekoladki na imieniny. Jedzenie to święto! Po trzecie, posiłek obecny w domu to forma wyrażania miłości – kocham Cię, więc o Ciebie dbam, proszę oto pyszny domowy obiad. Albo rosołek w chorobie. Albo na kaca.

Lubię gotować, bo lubię jeść. Mam ochotę na wiele, a wierzę, że we własnej kuchni jest się w stanie zrobić prawie wszystko, co nie wymaga specjalistycznego sprzętu albo wymyślnych składników sprowadzanych na zamówienie. Oglądam programy kulinarne, Gesslerową i z przyjemnością uczę się nowych rzeczy. Jednak najwięcej można zdziałać poprzez własne „eksperymenty” i to każdemu polecam. Wierzę, że jeśli gotując angażujesz w tę czynność także swoje serce to jesteś już w połowie sukcesu. Mam swoje takie matczyne przekonania i póki mi ich życie nie zweryfikuje to będę się ich trzymać. Jednym z nich jest, akurat poparte badaniami, że kolejność podawania pierwszych pokarmów ma znaczenie i wpływ na późniejsze życie dziecka. Dlatego przez pierwsze dwa tygodnie będę podawać mojej córci tylko warzywa. Kolejność wprowadzania dalszych produktów mam już ustaloną. Być może będę dokonywać na bieżąco pewnych modyfikacji, ale kierowane będą reakcjami mojej córki i praktyczną weryfikacją obranych uprzednio założeń. Albo będzie jej smakować albo nie! Już się nie mogę doczekać pierwszej miny na tego typu pokarm. Przecież do tej pory zna tylko smak mleka! Ustawię kamerę i wszystko nagram. Taki jest plan.

Mam kupione już prawie wszystko. Talerzyk i miseczkę zdobione w ładną pszczółkę, aby zachęcała do jedzenia i próbowania. Pojemniki na przekąski, pojemniki do mrożenia. Przez jakiś czas zastanawiałam się nad kubeczkiem, ponieważ doszły mnie treści, że niektóre z nich kształtują nieprawidłowe nawyki podczas picia, a mięśnie twarzy nie pracują odpowiednio. Jajks! Czytam w poradniku, że najbezpieczniejsza metoda to stosowanie kubka – nie żadnego ze słomką, ze specjalnym smoczkiem czy inne tego typu cuda. Nie musiałam długo szukać, żeby znaleźć kubek rekomendowany przez pediatrów, doradców laktacyjnych, logopedów i stomatologów [srsly?]. Doidy Cup cena około 30 zł – porównywalna do innych produktów użytkowych tej funkcjonalności. Do korzystania od trzeciego miesiąca życia. W opisie kubka znajduję informację, że poprzez jego stosowanie kontynuowany jest, wypracowany podczas ssania piersi, naturalny sposób pobierania pokarmu, a ponadto dziecko podczas picia trenuje mięśnie twarzy, szczęki i języka. No dobrze, zgadzam się na te warunki i zamawiam żółty –żeby pasował do pszczółki.

Najwięcej zastanowienia miałam nad łyżeczką. Według wytycznych powinna być twarda i prosta. Szukając odpowiedniej natknęłam się na hit z Ameryki. Normalnie bym to ominęła, ale jako, że jestem lekko walnięta na punkcie jedzenia uznałam, że to łyżeczka jest kluczowym elementem zakupów oraz karmienia. Spuni, bo taka jej nazwa, jest prosta i twarda – wszystko się więc zgadza. Do tego polecana jest przez logopedów, bo poprzez jej budowę zachęca dziecko do zassania i połknięcia pokarmu. Jak czytam dalej „łyżeczka Spuni przyspieszy i ułatwi naukę karmienia, a także będzie sprzyjać wypracowaniu prawidłowej techniki karmienia. Sposób podawania pokarmu ma znaczący wpływ na właściwy rozwój mowy u dziecka.” Czyli łyżeczka pomoże mi karmić, a do tego zadba o prawidłowy rozwój mowy mojej córki. No nieźle, chwyciło mnie to. Prawidłowa technika karmienia to poziome włożenie pokarmu do ust i lekkie dociśnięcie łyżeczki środka języka, a następnie powolne wysunięcie jej z buzi. Z pomocą Spuni wszystko dzieje się niemal automatycznie. Tak przynajmniej twierdzą.

Cena odpowiednia do zasług – około 69 złotych za dwie. Co tu robić, myślę sobie, na pewno trzeba sprawdzić opinie czy to warto. Okazuje się, że opinii jak na lekarstwo – zaledwie kilka. No kurcze, czy nikt tego nie używa czy o co chodzi? U sprzedawców wszędzie ten sam przeklejony opis.

Jako, że w życiu nie boję niczego tak jak ukrytych po kątach w ciemności upiorów, postanowiłam zaryzykować i zamówiłam te magiczne łyżeczki. Przyszły i jedyne, co mogę o nich na razie powiedzieć to, że są zapakowane w plastikowe pudełko/futerał i wygląda to bardzo porządnie. Czekają mnie jeszcze ostatnie zamówienia, a potem zostaną bieżące zakupy w gospodarstwie ekologicznym w pobliskim mieście. Szczęście małomiasteczkowego życia! Niech wielkomiastowi zazdroszczą.

Czekam z niecierpliwością na ukończenie sześciu miesięcy mojej córeczki, a potem zrobię z niej mojego małego Master Chefa! 😉

#dieta #doidy #spuni #skipHop #zakupy #sassy #łyżeczka