Mamama

Posts by this author:

Jak nie piłam w ciąży i zostało mi do dziś.

Dobrze pamiętam dzień, w którym wykonałam pierwszy w moim życiu test ciążowy. Dwie kreski, które się na nim pojawiły były ciemne i wyraźne. Ok. Wzięłam oddech i wykonałam dla pewności drugi. Same same. Krechy takie,…

Czytaj dalej

Muzyka dziecięca bez disco polo. 4 propozycje sprawdzonych albumów, które pokocha Twoje dziecko.

Muzyka dziecięca bez disco polo. 4 propozycje sprawdzonych albumów, które pokocha Twoje dziecko.

O gustach podobno się nie dyskutuje. Być może jedni go mają, a drudzy po prostu nie 😉 Różnice te widać dość wyraźnie w przypadku preferencji muzycznych. Jedni słuchają „tego, co w radio”, inni zawężają się jedynie do określonych gatunków. Zgodzimy się na pewno co do jednego – słuchanie muzyki ma być przede wszystkim przyjemnością, a zmuszanie się do obcowania z dźwiękami, które wywołują w nas dreszcze czy inne negatywne odruchy zwyczajnie mija się z celem. Dotyczy to także muzyki dla dzieci.

Jeśli chcemy kształtować gust muzyczny naszych pociech od ich najmłodszych lat, mamy oczywiście prawo zaznajamiać je z muzyką, która jest w naszym odczuciu dobra. Niestety piosenki dla dzieci bywają mocno uproszczone instrumentalnie, a mówiąc wprost pełno jest utworów rodem z disco polo. Szanuję ludzi, którzy świetnie się bawią przy tych dźwiękach, jednak dla mnie jest to nurt, który spycham w czeluścia najdalszych z możliwych. Dlatego też odkąd pojawiła się na świecie moja córka na bieżąco dokonuję selekcji muzycznej albumów, jakie jej odtwarzam. Tym sposobem powstał materiał na niniejszy artykuł, ponieważ i z Wami chciałabym się podzielić moimi odkryciami wartościowych, w moim odczuciu, albumów, które z chęcią słucha moje dziecko. Może i Wasze znajdą przyjemność w ich odbiorze. Wszystkie poniższe propozycje dostępne są na Spotify.

1. Małe Party – Alicja Gałązka, Magda Kujawska Słuchaj w Spotify
Małe Party to zbór utworów muzycznych, które przeprowadzą nas po stylach tanecznych od rock’n’rolla przez walc do boogie-woogie. Każdy utwór poprzedzony jest krótkim nagraniem zawierającym opis danego rodzaju tańca, jak powstał i na czym polega. Żywe kompozycje pod względem instrumentalnym wspomagane są przez teksty, które z pewnością polubi dziecko. Bardzo ciekawą opcją są także wersje instrumentalne (bez tekstu) każdego z utworów, co daje możliwość wspaniałej zabawy w karaoke i zachęcanie dziecka do samodzielnego śpiewania.

2. Zwierzaki – Faceci dla dzieci. Różni wykonawcy Słuchaj w Spotify
Fantastyczna propozycja od naszych polskich artystów płci męskiej. Znajdziemy tam utwory śpiewane m.in. przez Janusza Panasewicza, Andrzeja Grabowskiego, Tomasza Karolaka, Janusza Radka, Stachurskyego czy Piotra Kupichę. Każda piosenka opowiada o innym zwierzęciu w bardzo zabawny sposób. Są tu historie o ośle, który chciał wystawić przedstawienie, o kurze, która dostała zakaz grzebania w ziemi i słoniu, którego rozbolała trąba. W tym przypadku mamy także do dyspozycji wersje instrumentalne każdego z utworów.

3. Bajki śpiewajki. Różni wykonawcy Słuchaj w Spotify
Każde dziecko lubi bajki i niekoniecznie trzeba je czytać. Oprócz popularnych audiobooków można także włączyć album Bajki Śpiewajki. Mamy tu Brzydkie Kaczątko, Trzy Świnki, Śpiącą Królewnę, Kopciuszka, Czerwonego Kapturka i inne opowieści w formie piosenek. Każdą śpiewaną bajkę poprzedza krótki wstęp czytany przez Beatę Tyszkiewicz i Agnieszkę Dygant, co wprowadza magiczny klimat do tego albumu. Ciekawe aranżacje i bogate wokalnie wykonania sprawią przyjemność nie tylko dzieciom, ale i dorosłym.

4. The Best Disney… Ever! (4 Vol.) Różni wykonawcy Słuchaj w Spotify
Czteropłytowe wydanie najlepszych piosenek z bajek Disneya. Na tym zdaniu można by było skończyć opis tego albumu. 😉 Niezwykła sentymentalna podróż bez konieczności selekcji utworów to propozycja nie do odrzucenia. Mamy tu wszystko, co najlepsze. Hakuna Matata (Król Lew), Na morza dnie (Mała Syrenka), Kolorowy wiatr (Pocahontas), Ani słowa (Herkules), Druha we mnie masz (Toy Story) i wieeeele innych piosenek ze starszych i nowszych bajek. Disney to klasa i klasyka w jednym. Warto zaznajomić dziecko z tymi pięknymi kompozycjami, a i samemu przypomnieć sobie czasy, kiedy ocierało się łzy po Mufasie! Tutaj wiek nigdy nie będzie miał znaczenia.

A Wy macie jakieś swoje ulubione płyty, które pokochały Wasze dzieci? Chętnie poznam Wasze propozycje.

Granice tolerancji braku ogłady. Kilka zachowań, które doprowadzą do szału każdego.

Granice tolerancji braku ogłady. Kilka zachowań, które doprowadzą do szału każdego.

Spotkałam w swoim życiu wielu różnych ludzi. Niektórych lubiłam bardziej, innych mniej, jeszcze innych wcale, a pozostali byli mi obojętni. Najlepszy układ relacji jest dobrowolny. Ja chcę i Ty też chcesz, a jeśli nie to rozchodzimy się w żalu lub nie. Chciałabym móc nie być związana w żaden sposób z osobami, które mi nie leżą – czasami jednak musimy gdzieś coś bardziej lub mniej tolerować. Nie jesteśmy sami na tym świecie i to nawet dobrze, bo podobno samotność jest najgorsza.

I ja staram się bardzo być tolerancyjna. Ba! Kiedyś sądziłam, że moja tolerancja jest bezgraniczna! Takie czcze gadanie i myślenie życzeniowe kończy się najczęściej po próbie kontaktu z „obiektem obcym” lub sytuacją, która z założenia nie miała na mnie wywrzeć wrażenia. W sferze deklaratywnej nikt nie jest rasistą, jeśli nie obcuje z ludźmi innej rasy. To tylko przykład, bo brak tolerancji może przecież dotyczyć także konkretnych zachowań czy postaw.

To, czego bardzo nie lubię u ludzi to brak ogłady. Aby rozwinąć to stwierdzenie posłużę się określeniami ze słownika synonimów i tu czytamy, że inaczej jest to: arogancja, bezceremonialność, brak kultury, brak wychowania, wyniosłość, gburowatość, niedojrzałość, lekceważenie, nieposzanowanie, nietakt, prostota. Znacie to? Znacie.

Przykład? Nie ma problemu. Pierwsze z brzegu to na przykład osoby, które są chamsko bezpośrednie (bezceremonialne) tłumaczące swoje zachowanie tym, że myślą co mówią, bo takie są. „Taka jestem, że mówię co myślę”. No dobrze, super! Szkopuł polega na tym, że wszystko można powiedzieć w sposób, który nie zrani lub nie doprowadzi do białej gorączki adresata tych wszystkich wzniosłych myśli. Tu objawia się właśnie brak ogłady, niski zasób słownictwa, ignorancja lub lenistwo umysłowe. Mocne? No cóż, mi się też nie podoba reagowanie uśmiechem na bezkrytyczne uwagi lecące w moją stronę w niczym niepohamowany sposób.

Idąc dalej, jakie są granice tolerancji braku ogłady? Najczęściej używanym tłumaczeniem tego typu zachowania jest właśnie to, że ktoś taki jest. Taki jest i już. Implikuje to wymuszenie w naszej postawie, zakładając już z góry, że my – jako odbiorcy tych komunikatów musimy je tolerować. Ktoś jest TAKI, a Ty to znoś. Bo on się nie zmieni, bo taki jest.

Powiem Wam coś, w co mocno wierzę i czego byłam świadkiem. Człowiek może się zmienić. Tak jak w każdym etapie życia może się zmienić na gorsze, tak może się zmienić na lepsze. I kluczowe nie jest tu nawet zajście zmiany, ale stwierdzenie, że może się to dokonać na każdym etapie życia. Jak śpiewał (jeszcze kiedyś) Kukiz – „jeśli tylko chcesz. Jeśli tylko chcesz.” I tym sposobem przechodzimy w sposób jakże logiczny do motywacji, czyli głównego czynnika decydującego o możliwości zmiany zachowania i wyzbycia się braku ogłady. I mam tu na myśli wyeliminowanie zachowań choćby wybiórczych – nie oczekuję całkowitej zmiany, ale pozbycie się tych działań czy postaw, które są zauważone jako krzywdzące czy sprawiające duży i oczywisty dyskomfort po stronie adresata.

Składasz komuś rokrocznie życzenia i ta osoba nie podziękuje, na przykład nic nie odpisze. No taka jest, że nie odpisuje na życzenia, nie dziękuje za nie. A Ty sobie myślisz, że wychodzisz na jakąś frajerkę, bo się spinasz, żeby wysmarować laurkę komuś, kogo nie stać na proste „dziękuję”. To może w przyszłym roku olejesz? Przez chwilę masz taki niecny plan ku niewdzięcznikowi, ale przy kolejnej okazji i tak te życzenia złożysz, bo nie brakuje Ci dobrego wychowania.

W tym całym przekleństwie dobrego wychowania starasz się nie wyjść na naiwniaka. Bo jak to tak? Każdy ma prawo dowalić Ci prosto z mostu, bo taki jest, że mówi co myśli albo właśnie nie myśli co mówi tylko mówi, a potem myśli (lub nie), a Ty masz być Matką Teresą z Kalkuty (może to nie jest do końca fortunne porównanie, bo ona jednak nie była wcale taka święta, ale rozumiecie kierunek, w którym zmierzam) pokornie wysłuchać co każdy Ci ma do powiedzenia, być może przytaknąć, nawet uśmiechnąć się z lekkim zażenowaniem, ukryć zdenerwowanie i irytację? No w imię czego? Moja fontanna wewnętrznej strefy ZEN też już ma w końcu dosyć, a wrzucane do niej monety dobrych życzeń zaczynają w końcu zapychać odpływ. I Matka Teresa w końcu się wkurza, rzuca garnkiem ze strawą i mówi, że to wszystko pier… Że ma dosyć już tego słuchania dobrych rad, znoszenia z udawanym spokojem każdej uwagi, wyręczania się Tobą, niemej akceptacji tego, co ją doprowadza już do szału.

Ciężko wymagać od kogoś bezwzględnej ogłady, gdy druga strona nawet nie kwapi się do akceptacji uwag, które się snuje w jej kierunku. Bo to nie musi być wcale tak, że nic nie mówisz. Zalecana jest podobno ponad wszystko dobra komunikacja i w miły sposób zwracasz uwagę na zachowania niepożądane. Ale, jak już wiemy, ta osoba już TAKA JEST, nic z tym nie robi, a Ty się czepiasz.

Nie ma czegoś takiego, że ktoś jest jakiś i koniec. Każdy może się zmienić, każdy może poprawić swoje zachowanie, każdy może zacząć myśleć. Jeśli pomimo wszystkich znaków i uwag tego nie robi to znaczy jedynie, że jest egoistą, uważa się za idealną osobę, która nie musi się starać i ma Ciebie oraz Twoje emocje głęboko w poważaniu. Czy zatem warto zachować wszelkie zasady dobrego zachowania względem osób o takim stosunku do Ciebie? Czy musisz tolerować wszystko, co daje Ci świat? Czy musisz za każdym razem zastanawiać się czy już jesteś odbierana jako frajerka czy jeszcze nie? Każdy niech sobie odpowie w ciszy serca. A może to Ty jesteś osobą, której nieraz brakuje ogłady? Better watch out, bo w końcu ktoś może uznać, że jedyną metodą, która może coś wskórać to wet za wet.

Ozdoby świąteczne, które zrobiłam sama i pierwsze Święta z dzieckiem, czyli oczekiwania kontra rzeczywistość

Ozdoby świąteczne, które zrobiłam sama i pierwsze Święta z dzieckiem, czyli oczekiwania kontra rzeczywistość

Pamiętam dobrze jak rok temu przeglądałam Pinteresta w poszukiwaniu ozdób świątecznych, jakie można zrobić samemu w domu. Lubię to, jestem staroświecka – to spędzanie czasu na przygotowaniach, wkładanie kawałka serca w przedmioty, które nie są idealne, ale są moje.

Zainspirowana i niczym naspidowana poszłam, a raczej poczłapałam, bo mój ciążowy brzuch był już niemal osobnym bytem, do pobliskiego sklepu wielobranżowego. Kojarzycie takie sklepy? Mnóstwo w nim śmierdzących plastikiem bubli rodem z odpustowego straganu, podróbki podróbek, a jedyną możliwą formą płatności jest gotówka. Poszłam tam i zanurzyłam się jak wieloryb (porównanie celowe) w otchłań wstążek, brokatów i innych zdobień. Kupiłam nawet pistolet, ale tylko taki na klej.

W tamtym roku byłam naprawdę mega zaangażowana w przygotowania świąteczne, więc męczyłam także męża, aby jeździł ze mną po okolicznych polanach zbierać szyszki 😉 W końcu na miejskim forum trafiłam na panią, niemal moją sąsiadkę, która podarowała mi karton pięknych, dorodnych, dużych szyszek. Byłam gotowa, zaopatrzona i chętna do pracy. Miałam także butlę zimnej, świątecznej Coca-Coli. Tak jako drink, zamiast drinka.

Oglądając finał Master Szefa 2017 zrobiłam dwa słoiki ozdobne typu świąteczne wykorzystując ususzone pierwej kawałki pomarańczy i gwiazdkę anyżu. W kolejnych dniach powstała lampka skomponowana ze światełek, szyszek i gałązek. Polakierowałam je takim sprejem złotym kupionym w Pepco.

Mimo wszystko, najwięcej radości i satysfakcji uzyskałam z pakowania prezentów. W tamtym roku zdecydowałam, że będą stylove i, na ile umiałam, na tyle były! 😉 Wystarczył papier szary, sznurek jutowy, małe szyszki i kawałeczki iglastych gałązek. Wszystko do połączenia klejem na gorąco.

W tym roku nie miałam jeszcze czasu siąść do tworzenia, pomimo że z zeszłego roku zostały mi ozdoby, laska kleju, a do surowców doszły słoiczki po deserkach dla dzieci. Te Święta będą inne. Pomimo, że moja córka najpewniej nie będzie ich pamiętać (ani tych przyszłych, ani może i kolejnych) to będą dla mnie wyjątkowe.

Raczej ominie mnie początek Kevina w wigilijny polsatowski wieczór, bo w tym czasie moje dziecko najczęściej zasypia. Nie wiem też jak przebiegnie cała kolacja wigilijna, czy będzie można w miarę spokojnie zjeść czy coś pójdzie nie tak. Okaże się! Jednak wiem, że pomimo wszystkich rzeczy, jakie mogą pójść poza scenariuszem, będę starała się, aby jakimś sposobem uczyć ją i przekazywać jej magię i ducha Świąt. Aby kojarzyła ten czas ze spokojem, miłością i ciepłem. I prezentami. I Keviem. I sałatką z tuńczykiem. I wszystkim innym, z czym ja je kojarzę.









Co każdy powinien wiedzieć o przyjaźni. 3 sytuacje, które mogą zniszczyć przyjaźń.

Co każdy powinien wiedzieć o przyjaźni. 3 sytuacje, które mogą zniszczyć przyjaźń.

Od zawsze marzyłam o przyjaciółce. Takiej najlepiej jak z filmów – z którą robisz maseczki siedząc przy młodzieżowych pismach w wieku nastoletnim, a w dorosłości popijasz kawę i możesz wyznać absolutnie wszystko. Słowo przyjaciel zawsze dla mnie dużo znaczyło, to musiała być wyjątkowa dla mnie osoba. Dziś często nadużywa się tej nazwy „przyjaciel” i stosuje w kontekście znajomych. Przyjaciółka to nie znajoma, nie nawet bardzo dobra znajoma. Przyjaciółka jest w Twoim sercu obok rodziny, to ktoś o kim myślisz prawie tak często jak o mężu czy swoim facecie. Jest, a nie tylko bywa.

Budowanie przyjaźni to długotrwały proces i zakłada w sobie jakąś intensywność kontaktu. Dziś łatwiej go zachować choćby poprzez używanie Messengera. Jednak w przyjaźni ważne jest także to jak się czujemy przy sobie przy okazji bezpośredniego spotkania. Czy mamy o czym rozmawiać, czy umiemy przy sobie milczeć bez skrępowania. Nie jest to łatwe!

Z przyjaźnią jest trochę tak jak z talentem. Możesz się starać latami zbudować z kimś przyjacielską relację – tak jak dążenie do sukcesu przez trening i własną pracę, a tu nagle pojawi się ktoś, z kim od początku świetnie się dogadujesz – tak jak nagle pojawia się ktoś posiadający specjalne predyspozycje i jest lepszy w mgnieniu oka od tego, kto trenuje, a nie ma talentu. Chemia – zupełnie jak w miłości! Lubimy tych którzy są do nas podobni i kiedy takiego spotkamy częściej „zaiskrzy” niż wtedy, gdy próbujemy zaprzyjaźnić się z kimś sympatycznym, ale odmiennym od nas.

Oczywiście dla każdego zasady przyjaźni mogą być różne. Ja od przyjaźni oczekuję tego, abym mogła powiedzieć szczerze swoje zdanie albo wyrazić bez obaw uczucia, a także móc liczyć na pomoc i wsparcie w trudnych chwilach. To samo ofiarowuję ze swojej strony. 

W trakcie życia przyjaźń się zmienia, zmieniają się także osoby, które są przy nas. Ciężko utrzymać przyjaźnie z dzieciństwa, bo to, co nas kiedyś łączyło może się zmienić albo skończyć. W podstawówce łączy nas więcej niż w dorosłym życiu, bo ścieżek do wyboru było i wciąż jest coraz więcej. W którymś momencie możemy się rozejść – wybrać inny styl życia, innych ludzi, zmienić priorytety. Bywa też tak, że jakieś zdarzenie może nas poróżnić albo ktoś nie zdaje egzaminu przyjaźni. Wtedy możemy zdegradować byłego przyjaciela do statusu /dobrego/ znajomego albo całkowicie zakończyć relację – zależy jak duże było przewinienie.

Jest kilka zdarzeń w życiu, które zagrażają przyjaźni.

Sytuacja 1 – przyjaciółka zakochuje się. W miłości, zwłaszcza na początku, nie ma sekundy, w której nie chciałabyś GO widzieć, a w momentach kiedy nie jesteś przy nim ciałem to na pewno jesteś duchem i wszystkimi myślami, a także w snach. Świat się zatrzymuje i nie istnieje nic i nikt oprócz niego. To test dla przyjaźni. Najczęściej wystarczy przeczekać fazę ślepego zauroczenia i Wasza przyjacielska relacja wraca do normy, a zwłaszcza przy okazji pierwszej kłótni zakochanych. No, chyba że w tym czasie nasza przyjaciółka popełni wspomniane wcześniej przewinienie lub zmieni znacząco priorytety.

Sytuacja 2 – przyjaciółka poznaje kogoś nowego. Jakąś JĄ. Mówi, że to fajna dziewczyna i zaczyna się z nią spotykać. Ta sytuacja jest o tyle gorsza od pierwszej, że ta nowa zahacza o Twoje miejsce, a może nawet chce (celowo lub nie) je przejąć. Śmierdzi zdradą! Zagrożenie pozycji momentalnie aktywuje zazdrość i niechęć do intruzki. W tym wypadku ciężko będzie zrobić z dwóch przyjaciółek zgrane trio, więc w tej sytuacji im szybciej poznasz nową, tym lepiej. Dzięki temu zyskasz na czasie i jako taką kontrolę nad sytuacją. Sprawa jeszcze nie jest przegrana, a może akurat okaże się, że osobniczka jest w porządku i zawiążecie przyjazną znajomość. W końcu jeśli Twoja BFF ją polubiła to może faktycznie jest spoko…?

Sytuacja 3 – Jesteś w ciąży. Tak! Ciąża i macierzyństwo to niesamowity czas przesiewu prawdziwych przyjaciół i tych pozornych. To test dla wielu relacji, które uważałaś za szczere i traktowałaś ze staranną troską. Ha! A tu się nagle okazuje, że odkąd jesteś w ciąży zaczęłaś odstawać, nie jesteś już zapraszana w niektóre kręgi, z jednego najprostszego i banalnego powodu – nie możesz pić. Ale jak to? – myślisz sobie – przecież to nie może być powód, przecież jestem chyba kimś więcej niż towarzystwem od (czy do) butelki? Przykre, ale dla niektórych osób przestałaś się liczyć.

Jeśli jeszcze niektóre znajomości przetrwały próbę bezalkoholowej ciąży to problemy mogą pojawić się także po urodzeniu dziecka. A bo już nie możesz wychodzić, to na kawkę to na imprezkę, bo dziecko wymaga, bo dziecko musi iść spać, bo jesteś zmęczona i jedyne na co masz ochotę to umyć się w spokoju i położyć. Prawdziwa przyjaciółka to zrozumie, nie będzie cisnęła, a może nawet wpadnie Ci pomóc. Jeśli nie przy dziecku, to przecież może zrobić zakupy, odkurzyć – lista jest długa. Fałszywa zaś przestanie się odzywać, a ewentualne spotkanie będzie odwoływać w ostatniej chwili albo wymyśli jakąś powalającą wymówkę. Chciałaby się spotkać, ale nie może! No nie może tak od pół roku. 😉

W tych przykrych sytuacjach jest jeden duży plus, który aktywowany jest przez automatyczny mechanizm weryfikacyjny. Nic nie musisz więcej robić, po prostu poczekaj, a w pewnym momencie okaże się kto był Twoim prawdziwym przyjacielem. Ci, którzy Cię odrzucili nie są przecież i tak warci Twojego zaangażowania, a ci, którzy zostali zrobili to, ponieważ zależy im na Tobie jako człowieku i chcą uczestniczyć w Twoim życiu pomimo zmian i zawirowań. Po prostu znajdziecie inny model wspólnego funkcjonowania w nowej sytuacji. W jakimś stopniu stwierdzenie, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie jest i tu prawdziwe. Gratulacje! Od tej pory otaczają Cię osoby warte Twojego czasu.

A co z nawiązywaniem nowych przyjaźni? Jest to czasochłonne i pracochłonne, ale gdy wyczujesz chemię miedzy Wami ta wzajemna relacja sama nabiera tempa i sprawia wyłącznie przyjemność. W moim życiu jestem na etapie ośmiomiesięcznego macierzyństwa, czyli po przyjaźnianym przesiewie. Miałam jednak szczęście nawiązać nowe znajomości, które dojrzały lub są na dobrej drodze ku temu.

Co nas spaja? Przede wszystkim wspólne przeżycia. Mogą być także takie, które przeżywałyśmy w danej chwili osobno – chodzi bowiem o zrozumienie, bycie w podobnej sytuacji. Im trudniejsza sytuacja, tym szybciej zacieśniamy relację. Każda może opowiedzieć swoje przeżycia, swoje przemyślenia i jest to bardzo ciekawe, a do tego możemy się od siebie czegoś nauczyć. Jak Ty sobie poradziłaś i radzisz, jak ja to przeżyłam i co to we mnie zmieniło. Wokół tego możemy nabudować kolejne rozdziały, o ile oczywiście potencjalna przyjaciółka podpasuje nam w innych aspektach. Nie ma być identyczna, ale musi spełniać nasze podstawowe wymagania i to jest, sądzę, normalne. Jeśli okaże się, że łączy Was więcej albo nadajecie na podobnych falach odkrywanie kolejnych warstw i angażowanie się w tę relację to fascynująca przygoda i niesamowita przyjemność z jej korzystania. Życzę tego każdemu!

Odnalezienie bratniej duszy to marzenie romantyczek i nie tylko. Niekoniecznie musi być to zaraz porozumienie bez słów, ale odnalezienie osoby o podobnej wrażliwości i spojrzeniu na świat to jak usłyszeć głos – jesteś normalna! Inni też tak mają. – 😉 Ulga. Nareszcie ktoś mnie rozumie. O ile łatwiej wesprzeć osobę, która przeżywa i czuje podobnie, a w przypadku przyjaźni działa to w obie strony zapewniając emocjonalne poczucie bezpieczeństwa. Wspaniale! Życie nie jest już takie trudne, kiedy się je przeżywa we dwie. Przy bratniej duszy wydarzenia życiowe, jakie spotkały nas obie nie muszą być już tak zbieżne. Najprawdopodobniej i tak przeżyłybyśmy je podobnie.

Przyjaźń to ciężki kawałek chleba i drogocenny skarb w jednym. Tym, którym jeszcze nie zdarzyła się ta prawdziwa i naturalna, radzę – miejcie oczy szeroko otwarte i dawajcie szansę ludziom. Czasami przyjaciela znajdziemy w kimś, kto z pozoru do nas nie pasuje. Innym razem ten, kogo uważamy za naszego „bracha forever” okazuje się ledwie znajomym, który po prostu bywał częściej, bo mu gdzieś to bardziej pasowało. I pamiętajcie, że w tym przypadku liczy się jakość, nie ilość. Posiadanie prawdziwych przyjaciół to przywilej, na który trzeba zapracować i nie każdy może sobie na niego pozwolić, ale odpowiednio pielęgnowany stanowi niewyczerpane źródło miłości, dobroci, zabawy i poczucia, że nie idziemy przez życie sami. Że zawsze jest obok ktoś, kto dotrzyma nam kroku i wesprze na ramieniu, gdy nadejdą gorsze dni.

10 pomysłów na oryginalne prezenty nie tylko na Święta

10 pomysłów na oryginalne prezenty nie tylko na Święta

To już nie ma żartów! Święta zaczynają nas atakować z każdej strony. Jak tu się nie poddać świątecznemu nastrojowi…? Ale ale! Jeśli już mamy szaleć to zróbmy to z głową. Ja w takie dni unikam centrów handlowych i większość prezentów kupuję przez internet. Tu spokojnie sobie popatrzę, wybiorę, porównam ceny, nie kupię do tego pięciu kolejnych zbędnych rzeczy tylko dwie… 😉

Każdy wie jak to zazwyczaj jest – pytasz: „Co byś chciał/a dostać pod choinkę?” i rzadko kto podaje konkretną rzeczy lub chociaż kategorię. „A nie wiem”, „Nic”, „Pomyślę” i zazwyczaj na tym się kończy. Dobrze, nie martw się! Mam dla Ciebie kilka propozycji. Któż w tych czasach nie jest bardziej lub mniej zestresowany albo zmęczony? Przedstawiam Ci listę prezentów dla każdego, uniwersalną i która jednocześnie pokazuje, że o daną osobę dbasz i zależy Ci na jej szczęściu. Ho Ho Ho!

1. Zestaw do aromaterapii

Aromaterapia to prosty i skuteczny sposób na osiągnięcie stanu przyjemnego odprężenia. Nie wymaga wielu przygotowań, jest też doskonała do wytworzenia dogodnego klimatu pod kolejne czynności relaksacyjne.
Co wchodzi w skład takiego zestawu? Przede wszystkim olejki eteryczne i ceramiczny podgrzewacz. Aby wzbogacić zestaw możemy dodać do niego podgrzewacze bądź świece zapachowe. Mało? Szalejmy, proszę bardzo! Zamiast klasycznego podgrzewacza podarujmy elektryczny ultradźwiękowy nawilżacz powietrza. Taki dyfuzor musi mieć wyraźnie zaznaczoną funkcję stosowania olejków eterycznych. Dzięki jego użyciu uzyskamy nie tylko przyjemnie pachnące pomieszczenie, ale również możemy dzięki temu leczyć katar bądź łagodzić inne objawy chorobowe poprzez stosowanie odpowiednich do tego olejków.

Przy tego rodzaju podarku możemy dowolnie tworzyć zestawy, które będą do tego bardzo eleganckie. Pamiętaj, że nie musisz szukać i kupować gotowych zestawów. Możesz z powodzeniem skomponować go sama – dopasujesz działanie zapachów do konkretnej osoby i często ta opcja jest bardziej ekonomiczna. Do tego wystarczy trochę celofanu, podkładka z kartonu lub koszyczek, kawałek wstążki i oryginalny zestaw do aromaterapii gotowy!

2. Wysokiej jakości koc

Koc jako prezent to wybór dobry dla każdego. Zima mija nam pod znakiem koca. A ten możemy wybrać w ogromnej rozpiętości cen i motywów. Lniane, wełniane, bawełniane albo takie z polaru czy mikrofibry – pledy, koce, otulacze, koce z rękawami albo takie dla dwóch osób – tu wybór jest niemal nieskończony. Bierzcie i wybierajcie z tego wszyscy!

3. Słuchawki do spania

Ile razy chciałaś słuchać czegoś w łóżku lub oglądać film na komórce, a słuchawki i kable wbijały Ci się w uszy i plątały niemiłosiernie? Wiele razy kończyłam tę przygodę niemo wypowiedzianymi słowami „no kuźwa, no nie da się!” Nic przyjemnego. A człowiek by chciał raz móc położyć po cichu, obejrzeć sobie serial przed snem albo posłuchać dźwięków deszczu w amazońskiej puszczy. Wygodnie. Proszę bardzo, ja mam rozwiązanie tego odwiecznego gniotącego problemu!

Słuchawki typu SleepPhones, które zakładasz jako opaskę. W zależności od kwoty, jaką chcemy przeznaczyć na prezent, mamy do dyspozycji różnego rodzaju słuchawki. Oczywiście możemy je wykorzystać także do innych celów, np. ćwiczeń czy biegania – przydadzą się zatem i leniuchom i tym bardziej aktywnym osobnikom. Ceny wahają się od wersji mega budżetowej za 20 zł do takich bardzo porządnych i wypasionych za 400 zł.

4. Kolorowanka relaksacyjna dla dorosłych

To takie modne ostatnimi czasy – siąść i kolorować. Oferta kolorowanek dla dorosłych pęka w szwach! Mamy i mandale i tematyczne obrazki, nawet wzory Wiedźmina, co kto lubi. A kredki? Matko i ojcze! Ostatnio odkryłam kredki pastelowe – można je rozmazywać tworząc małe dzieła sztuki. Dla nerwusa jak znalazł! Powrót do lat dzieciństwa złagodzi obyczaje, a twórcze skupienie ruszy także prawą półkulę mózgu.

5. Mata masująca / masażer

Domowe spa to nie tylko strefa wypoczynku psychicznego, ale w łatwy sposób możemy dodać do tego relaks mięśniowy. Któż z nas nie lubi masażu pleców? Nie znam takiej osoby! Wiadomo, codziennie na masaż nie da się chodzić (przy normalnym trybie życia), ale każdego dnia można usiąść w swoim ulubionym fotelu i włączyć matę masującą lub użyć któregoś z masażerów. Ceny są przeróżne, od całkiem małych masażerów za 20 zł do takich wypasionych podgrzewanych za 500 i więcej złotych.

6. Voucher do SPA

Bardzo miłym prezentem jest także podarowanie vouchera do SPA. Mogą to być wybrane zabiegi lub po prostu wpisana kwota, za jaką obdarowany może zaszaleć i wybrać co mu najbardziej odpowiada. Dziś mamy wiele przeróżnych SPA, często znajdziemy je też w hotelach o większej liczbie gwiazdek – warto też poszukać takich bonów w internecie, bo często można zakupić takie pakiety po promocyjnej cenie.

7. Masujący ogrzewacz stóp

Pozostając jeszcze przez ostatnie chwile w temacie masażu, zima to wyjątkowo ciężki czas na wszystkich zmarźluchów o słabym krążeniu. Po długim spacerze czy po prostu całym dniu nasze stopy są równie zmęczone jak my. Nie trzeba już prosić drugiej osoby o masaż stópek – masujący ogrzewacz stóp leży już …. u naszych stóp!

8. Poradnik relakcacji

Czasami chcielibyśmy się zrelaksować, ale brakuje nam po prostu wiedzy jak to zrobić. Tu przede wszystkim ważny jest odpoczynek dla umysłu. W zabieganym świecie ciężko znaleźć chwilę dla siebie, a okazuje się, że tego czasu wcale aż tak dużo nie jest potrzebne, aby uzyskać stan przyjemnego odprężenia lub są też ćwiczenia, jakie możemy wykonywać nawet w ciągu dnia. Warto sięgnąć do literatury specjalistycznej, dzięki której dowiemy się jak szybko i skutecznie zapewnić umysłowi chwilę relaksu i jak utrzymać ten stan na dłużej. Sam proces czytania jest także chwilą oderwania myśli, dlatego zawsze warto sięgnąć po książkę!

9. Zestaw herbat z zaparzaczem

A jakby tak siąść wieczorem pod kocem, odpalić film albo serial i napić się herbaty? Aromatyczne, zdrowe, o działaniu odprężającym podane w pięknej zastawie lub ulubionym kubku. Dobra herbata może zastąpić lampkę najlepszego wina! A może herbata kwitnąca? To dobry prezent dla każdego! Wystarczy dobrać najsmaczniejsze mieszanki albo kupić gotowy zestaw. Dostępne są także dzbanki, które poprzez podgrzewacz utrzymają ciepło napoju na dłużej. Bajka!

10. Zestaw kosmetyków relaksacyjnych

Nie ma to jak zanurzyć się w ciepłej wodzie, zamknąć oczy i wdychać pachnącą woń piany. Do tego kilka świeczek i atmosfera SPA przenosi się do naszej łazienki. Dziś wybór kosmetyków jest niemal nieskończony. Maseczki, scruby do ciała, olejki, peelingi, balsamy, musy, żele, maski – wymieniać można bez końca. Ach, jak wspaniały rytuał można sobie zafundować. Tutaj ogranicza nas już tylko wyobraźnia i zasobność portfela, bo szaleć można bez końca.

Najważniejsze w podarkach jest to, że ktoś poświecił trochę czasu myśląc o tym, co sprawi nam przyjemność, co wywoła uśmiech na naszej twarzy. Nieważne ile pieniędzy wydamy! Czasami i proste prezenty okażą się tymi najlepszymi. W ferworze dla codziennego często zapominamy o sobie, a kiedy już dostaniemy coś, dzięki czemu zapomnimy na chwilę o całym świecie sięgniemy po taki podarek z radością i podarujemy sobie coś, co jest dla każdego niezwykle cenne – czas tylko i wyłącznie dla siebie i święty spokój.

Błąd, na który nie możesz sobie pozwolić. Rzecz o bezpieczeństwie dziecka w podróży.

Błąd, na który nie możesz sobie pozwolić. Rzecz o bezpieczeństwie dziecka w podróży.

Chciałabym żyć w idealnym świecie. Takim, w którym wszyscy przestrzegają prawa, kierują się powszechnie przyjętymi zasadami moralnymi. Piłeś, nie jedź. Zwolnij. Zachowaj szczególną ostrożność.

Jak jednak pewnie już zauważyłyście, nie ma czegoś takiego jak idealny świat, a i ten, który wyobrażamy sobie jako taki we własnej głowie będzie różnił się od mojego. Oznacza to tylko jedno – musimy się dostosować do tego, co jest i jak jest. Zwłaszcza, jeśli chodzi o bezpieczeństwo naszych dzieci, bo przecież jako rodzice to my jesteśmy przede wszystkim za nie odpowiedzialni.

Fajnie jest ruszyć gdzieś na spacer albo po prostu w nieznane. Wsiąść do samochodu, może nie byle jakiego, ale naszego i nie dbając o bagaż i bilet patrzeć jak wszystko zostaje w tyle. Zanim to jednak zrobimy, upewnijmy się, że zrobiliśmy wszystko, aby z tej podróży wrócić cało. Do tego zadania potrzebujemy pasów bezpieczeństwa. Są przytwierdzone w samochodzie po lewej lub prawej stronie fotela. Mega prosta sprawa. Czy jednak na pewno?

Ja wiem jak to jest i jak to się mówi i słyszy, kiedy robimy sobie wymówki, bo przecież „jedziemy blisko”, bo „w naszym mieście nie ma wypadków”, bo „przecież będę uważać i jechać spokojnie”. Mhm. Tak, może Ty tak, ale są obok nas również takie istoty ziemskie jak – inni uczestnicy ruchu drogowego.

Być może Pan Gienek, sympatyczny na co dzień i bardzo inteligentny postanowił podjechać na szybko do Paczkomatu, bo mu żona marudzi nad uchem, że przyszły te koce świąteczne na kanapę i ona chce je położyć teraz i zaraz i już. Wypił już dwa piwa, bo zmęczony po robocie wrócił, ale już jej podjedzie po tę paczkę, bo przecież żyć mu nie da.

Albo Pani Jadzia, która przez dwie noce ostatnie nie spała, bo jej dziecko miało kolkę, a drugie było chore i gdy się tylko położyła już musiała wstawać. Musi jechać wykupić recepty, a mąż dopiero wrócił po nocce i ona leci teraz szybko, bo dzieci się zaraz obudzą, a on sobie przecież tak sam nie poradzi z nimi.

I wsiadają oboje do auta. Pan Gienek po dwóch piwach, a Pani Jadzia wyczerpana psychicznie i fizycznie. Brzmi znajomo? Ile razy słyszałaś takie historie? 90% osób zbagatelizuje to zachowanie nie widząc w tym nic niestosownego. E tam. Pff. Bez przesady.

A prawda jest taka, że zarówno Gienek, jak i Jadzia mogą przywalić w Twoje auto nawet nie wiesz kiedy. A bo ktoś się zagapi, a ktoś się zamyśli, a bo przymknie oczy tylko na chwilkę – to nie ma znaczenia. Znaczenie ma to, czy Twoje dziecko było bezpiecznie przypięte pasami do fotelika. Czy zadbałaś o to, że kiedy komuś zabraknie rozumu Ty wykażesz się swoim? Dlaczego podnoszę takie larum?

Często i my tylko gdzieś podjeżdżamy, a nasze dzieci nie lubią jak się je rozbiera, aby potem zaraz ubrać. Zbędne manewry, zbyt duże ryzyko płaczu albo samochód zimny. I co w takim wypadku jest najprostszym rozwiązaniem? Zapięcie pasów bezpieczeństwa na kurtkę lub kombinezon. A co jest najgorszym rozwiązaniem? Zapięcie pasów bezpieczeństwa na kurtkę lub kombinezon.

Kurtka zimowa/ kombinezon są grube – pomiędzy zapięciem pasów na kurtkę lub bez niej możemy osiągnąć 5, a nawet 15 centymetrową lukę. Przy nagłym hamowaniu lub uderzeniu ryzykujemy, że nasze dziecko wypadnie z fotelika. Nie wierzycie? Zobaczcie na tym filmie jak to wygląda w praktyce.

A wydaje się, że przecież ciasno zapięte są te pasy na kurtkę, że nie ma jak się wysmyknąć. A jednak!
Na tym filmie pokazana jest różnica w centymetrach pomiędzy pasami zapiętymi na kurtkę, a bez niej. Jesteście ciekawe ile wyniosła? Tutaj wszystko jest pokazane:

Myślę, że komfortowym rozwiązaniem zarówno dla rodzica, jak i dla dziecka będzie zastosowanie śpiworka do fotelika samochodowego. Dzięki temu unikniemy zbędnego rozbierania dziecka w aucie, jednocześnie zachowując wszystkie zasady bezpieczeństwa. W domu wsadzamy dzidzię w śpiwór, idziemy w ciepłym odkryciu do auta i już nie ma znaczenia czy jest ono nagrzane czy nie. Kiedy temperatura w samochodzie się podniesie możemy z łatwością rozpiąć śpiworek, a dziecko będzie kontynuowało podróż w komforcie i co najważniejsze – bezpiecznie!

Zróbmy z tego schemat podróży. Jeśli z jakichś względów tego śpiworka nie chcesz używać, zdejmij kurtkę dziecku (tyczy się to każdego bardziej puchowego okrycia wierzchniego). Po kilku razach przywyknie, że jest to stały element podróży, tak jak mycie rąk po przyjściu do domu lub szczotkowanie zębów przed snem. Włączajmy do życia dobre praktyki. To niewiele w porównaniu do tego, jakie mogą być konsekwencje nagłego hamowania lub uderzenia, nie mówiąc o poważniejszych wypadkach. Zastanów się zanim ruszycie samochodem czy zrobiłaś wszystko, aby Twoje dziecko dotarło bezpiecznie z miejsca na miejsce. Nie ma nic bardziej cennego niż życie.