Granice tolerancji braku ogłady. Kilka zachowań, które doprowadzą do szału każdego.

Granice tolerancji braku ogłady. Kilka zachowań, które doprowadzą do szału każdego.

Spotkałam w swoim życiu wielu różnych ludzi. Niektórych lubiłam bardziej, innych mniej, jeszcze innych wcale, a pozostali byli mi obojętni. Najlepszy układ relacji jest dobrowolny. Ja chcę i Ty też chcesz, a jeśli nie to rozchodzimy się w żalu lub nie. Chciałabym móc nie być związana w żaden sposób z osobami, które mi nie leżą – czasami jednak musimy gdzieś coś bardziej lub mniej tolerować. Nie jesteśmy sami na tym świecie i to nawet dobrze, bo podobno samotność jest najgorsza.

I ja staram się bardzo być tolerancyjna. Ba! Kiedyś sądziłam, że moja tolerancja jest bezgraniczna! Takie czcze gadanie i myślenie życzeniowe kończy się najczęściej po próbie kontaktu z “obiektem obcym” lub sytuacją, która z założenia nie miała na mnie wywrzeć wrażenia. W sferze deklaratywnej nikt nie jest rasistą, jeśli nie obcuje z ludźmi innej rasy. To tylko przykład, bo brak tolerancji może przecież dotyczyć także konkretnych zachowań czy postaw.

To, czego bardzo nie lubię u ludzi to brak ogłady. Aby rozwinąć to stwierdzenie posłużę się określeniami ze słownika synonimów i tu czytamy, że inaczej jest to: arogancja, bezceremonialność, brak kultury, brak wychowania, wyniosłość, gburowatość, niedojrzałość, lekceważenie, nieposzanowanie, nietakt, prostota. Znacie to? Znacie.

Przykład? Nie ma problemu. Pierwsze z brzegu to na przykład osoby, które są chamsko bezpośrednie (bezceremonialne) tłumaczące swoje zachowanie tym, że myślą co mówią, bo takie są. “Taka jestem, że mówię co myślę”. No dobrze, super! Szkopuł polega na tym, że wszystko można powiedzieć w sposób, który nie zrani lub nie doprowadzi do białej gorączki adresata tych wszystkich wzniosłych myśli. Tu objawia się właśnie brak ogłady, niski zasób słownictwa, ignorancja lub lenistwo umysłowe. Mocne? No cóż, mi się też nie podoba reagowanie uśmiechem na bezkrytyczne uwagi lecące w moją stronę w niczym niepohamowany sposób.

Idąc dalej, jakie są granice tolerancji braku ogłady? Najczęściej używanym tłumaczeniem tego typu zachowania jest właśnie to, że ktoś taki jest. Taki jest i już. Implikuje to wymuszenie w naszej postawie, zakładając już z góry, że my – jako odbiorcy tych komunikatów musimy je tolerować. Ktoś jest TAKI, a Ty to znoś. Bo on się nie zmieni, bo taki jest.

Powiem Wam coś, w co mocno wierzę i czego byłam świadkiem. Człowiek może się zmienić. Tak jak w każdym etapie życia może się zmienić na gorsze, tak może się zmienić na lepsze. I kluczowe nie jest tu nawet zajście zmiany, ale stwierdzenie, że może się to dokonać na każdym etapie życia. Jak śpiewał (jeszcze kiedyś) Kukiz – “jeśli tylko chcesz. Jeśli tylko chcesz.” I tym sposobem przechodzimy w sposób jakże logiczny do motywacji, czyli głównego czynnika decydującego o możliwości zmiany zachowania i wyzbycia się braku ogłady. I mam tu na myśli wyeliminowanie zachowań choćby wybiórczych – nie oczekuję całkowitej zmiany, ale pozbycie się tych działań czy postaw, które są zauważone jako krzywdzące czy sprawiające duży i oczywisty dyskomfort po stronie adresata.

Składasz komuś rokrocznie życzenia i ta osoba nie podziękuje, na przykład nic nie odpisze. No taka jest, że nie odpisuje na życzenia, nie dziękuje za nie. A Ty sobie myślisz, że wychodzisz na jakąś frajerkę, bo się spinasz, żeby wysmarować laurkę komuś, kogo nie stać na proste “dziękuję”. To może w przyszłym roku olejesz? Przez chwilę masz taki niecny plan ku niewdzięcznikowi, ale przy kolejnej okazji i tak te życzenia złożysz, bo nie brakuje Ci dobrego wychowania.

W tym całym przekleństwie dobrego wychowania starasz się nie wyjść na naiwniaka. Bo jak to tak? Każdy ma prawo dowalić Ci prosto z mostu, bo taki jest, że mówi co myśli albo właśnie nie myśli co mówi tylko mówi, a potem myśli (lub nie), a Ty masz być Matką Teresą z Kalkuty (może to nie jest do końca fortunne porównanie, bo ona jednak nie była wcale taka święta, ale rozumiecie kierunek, w którym zmierzam) pokornie wysłuchać co każdy Ci ma do powiedzenia, być może przytaknąć, nawet uśmiechnąć się z lekkim zażenowaniem, ukryć zdenerwowanie i irytację? No w imię czego? Moja fontanna wewnętrznej strefy ZEN też już ma w końcu dosyć, a wrzucane do niej monety dobrych życzeń zaczynają w końcu zapychać odpływ. I Matka Teresa w końcu się wkurza, rzuca garnkiem ze strawą i mówi, że to wszystko pier… Że ma dosyć już tego słuchania dobrych rad, znoszenia z udawanym spokojem każdej uwagi, wyręczania się Tobą, niemej akceptacji tego, co ją doprowadza już do szału.

Ciężko wymagać od kogoś bezwzględnej ogłady, gdy druga strona nawet nie kwapi się do akceptacji uwag, które się snuje w jej kierunku. Bo to nie musi być wcale tak, że nic nie mówisz. Zalecana jest podobno ponad wszystko dobra komunikacja i w miły sposób zwracasz uwagę na zachowania niepożądane. Ale, jak już wiemy, ta osoba już TAKA JEST, nic z tym nie robi, a Ty się czepiasz.

Nie ma czegoś takiego, że ktoś jest jakiś i koniec. Każdy może się zmienić, każdy może poprawić swoje zachowanie, każdy może zacząć myśleć. Jeśli pomimo wszystkich znaków i uwag tego nie robi to znaczy jedynie, że jest egoistą, uważa się za idealną osobę, która nie musi się starać i ma Ciebie oraz Twoje emocje głęboko w poważaniu. Czy zatem warto zachować wszelkie zasady dobrego zachowania względem osób o takim stosunku do Ciebie? Czy musisz tolerować wszystko, co daje Ci świat? Czy musisz za każdym razem zastanawiać się czy już jesteś odbierana jako frajerka czy jeszcze nie? Każdy niech sobie odpowie w ciszy serca. A może to Ty jesteś osobą, której nieraz brakuje ogłady? Better watch out, bo w końcu ktoś może uznać, że jedyną metodą, która może coś wskórać to wet za wet.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *