Ozdoby świąteczne, które zrobiłam sama i pierwsze Święta z dzieckiem, czyli oczekiwania kontra rzeczywistość

Ozdoby świąteczne, które zrobiłam sama i pierwsze Święta z dzieckiem, czyli oczekiwania kontra rzeczywistość

Pamiętam dobrze jak rok temu przeglądałam Pinteresta w poszukiwaniu ozdób świątecznych, jakie można zrobić samemu w domu. Lubię to, jestem staroświecka – to spędzanie czasu na przygotowaniach, wkładanie kawałka serca w przedmioty, które nie są idealne, ale są moje.

Zainspirowana i niczym naspidowana poszłam, a raczej poczłapałam, bo mój ciążowy brzuch był już niemal osobnym bytem, do pobliskiego sklepu wielobranżowego. Kojarzycie takie sklepy? Mnóstwo w nim śmierdzących plastikiem bubli rodem z odpustowego straganu, podróbki podróbek, a jedyną możliwą formą płatności jest gotówka. Poszłam tam i zanurzyłam się jak wieloryb (porównanie celowe) w otchłań wstążek, brokatów i innych zdobień. Kupiłam nawet pistolet, ale tylko taki na klej.

W tamtym roku byłam naprawdę mega zaangażowana w przygotowania świąteczne, więc męczyłam także męża, aby jeździł ze mną po okolicznych polanach zbierać szyszki 😉 W końcu na miejskim forum trafiłam na panią, niemal moją sąsiadkę, która podarowała mi karton pięknych, dorodnych, dużych szyszek. Byłam gotowa, zaopatrzona i chętna do pracy. Miałam także butlę zimnej, świątecznej Coca-Coli. Tak jako drink, zamiast drinka.

Oglądając finał Master Szefa 2017 zrobiłam dwa słoiki ozdobne typu świąteczne wykorzystując ususzone pierwej kawałki pomarańczy i gwiazdkę anyżu. W kolejnych dniach powstała lampka skomponowana ze światełek, szyszek i gałązek. Polakierowałam je takim sprejem złotym kupionym w Pepco.

Mimo wszystko, najwięcej radości i satysfakcji uzyskałam z pakowania prezentów. W tamtym roku zdecydowałam, że będą stylove i, na ile umiałam, na tyle były! 😉 Wystarczył papier szary, sznurek jutowy, małe szyszki i kawałeczki iglastych gałązek. Wszystko do połączenia klejem na gorąco.

W tym roku nie miałam jeszcze czasu siąść do tworzenia, pomimo że z zeszłego roku zostały mi ozdoby, laska kleju, a do surowców doszły słoiczki po deserkach dla dzieci. Te Święta będą inne. Pomimo, że moja córka najpewniej nie będzie ich pamiętać (ani tych przyszłych, ani może i kolejnych) to będą dla mnie wyjątkowe.

Raczej ominie mnie początek Kevina w wigilijny polsatowski wieczór, bo w tym czasie moje dziecko najczęściej zasypia. Nie wiem też jak przebiegnie cała kolacja wigilijna, czy będzie można w miarę spokojnie zjeść czy coś pójdzie nie tak. Okaże się! Jednak wiem, że pomimo wszystkich rzeczy, jakie mogą pójść poza scenariuszem, będę starała się, aby jakimś sposobem uczyć ją i przekazywać jej magię i ducha Świąt. Aby kojarzyła ten czas ze spokojem, miłością i ciepłem. I prezentami. I Keviem. I sałatką z tuńczykiem. I wszystkim innym, z czym ja je kojarzę.









Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *